Pomorskie z dreszczykiem

Print Friendly, PDF & Email

Prócz typowych atrakcji turystycznych, województwo pomorskie przepełnione jest miejscami o ukrytej i tajemniczej historii. Podobno w niektórych z nich występują nawet zjawiska paranormalne.

Najsłynniejszym prawdopodobnie nawiedzionym domem na Pomorzu jest ten znajdujący się w Wojciechowie. Czyja dusza w nim przebywa? Trudno powiedzieć. Większość mieszkańców wsi pojawiła się w niej po II wojnie światowej, a budynek jest dużo starszy. Nikt do końca nie zna jego historii.

Wiele osób opowiada o pojawiającej się zakapturzonej zjawie. Towarzyszą jej dziwne hałasy, a przedmioty same spadają z półek. Początkowo tajemnicze stukanie czy pukanie zwiastowało śmierć jednego z mieszkańców wsi. Potem zjawiska straciły swoją regularność. Zjawa ma przerażającego towarzysza – psa, a w zasadzie tylko jego połowę (zwierzak „przecięty” jest na dwie części).

 

Morderstwo i zdrada

Tragiczną historię kryje dom w Łękini. Kilka lat temu pewna kobieta miała tutaj popełnić samobójstwo. Tak twierdzą oficjalne źródła. Rodzina nie wierzy, by sama odebrała sobie życie. To miało być morderstwo. Tę wersję miał potwierdzić również znany jasnowidz. Kilka lat po tragicznych wydarzeniach do domu miało wprowadzić się młode małżeństwo z dzieckiem. Długo jednak tam nie zostali! Ich pies nie chciał przestać oszczekiwać punktu w podłodze. Mały synek pary nie chciał zasnąć i mówił, że widzi panią, która stoi koło jego łóżeczka. Szafki same otwierały się i zamykały. Rodzina szybko wyprowadziła się z nawiedzonego domu.

Z kolei tragiczną historię miłosną ma kryć dworek w Jastarni. Mieszkać w nim miało pozornie szczęśliwe małżeństwo. Mąż miał być dumny ze swojej rodziny – pięknej i oddanej żony. Ta jednak nie darzyła swojego małżonka tak gorącym uczuciem. Kobieta wdała się w romans. Pewnego dnia mąż miał wcześniej wrócić z pracy i zastał kochanków w niedwuznacznych okolicznościach. W szale zabił parę oraz swoje dziecko, a następnie popełnił samobójstwo. Podobno do dnia dzisiejszego w domu słychać kroki osób, które snują się po domostwie.

Fot.1. “Duch”

Egzekucje i spotkania czarownic

Nawiedzone budynki można znaleźć nawet w centrum ruchliwego miasta. W Gdańsku Wrzeszczu, za ogrodzonym terenem znajdują się długie i przyprawiające o ciarki na skórze schody. Prowadzą do opuszczonych budynków dawnego regionalnego oddziału TVP. Kiedyś tętnił życiem, a dzisiaj odwiedzają go jedynie wandale i ochroniarz pilnujący tego miejsca.

Cały teren przy ulicy Sobótki okryty jest złą sławą. Według lokalnych podań spotykały się tutaj czarownice. Okoliczne lasy miały być także nawiedzone przez demony i niespokojne dusze. W tej części Wrzeszcza spotykać mieli się także masoni, a w opuszczonej willi do dziś mają w nocy samoczynnie zapalać się światła.

Złą sławą okryła się także gdańska Szubieniczna Góra. Już sama mroczna nazwa wskazuje, że to właśnie tam dokonywano egzekucji, a wiele osób straciło na niej życie. Nie tylko wieszano w tym miejscu, ale także ścinano głowy czy torturowano skazańców. W późniejszym czasie na wzniesieniu powstał cmentarz urnowy. Gdańsk był jednym z pierwszych miast, na terenie którego zaczęło działać krematorium. Na tym terenie „pozbywano się” także bezpańskich psów. Wzniesienie zyskało więc nowe określenie: Hyclowa Góra. Trudno powiedzieć, czy ktokolwiek był rzeczywiście świadkiem jakiś paranormalnych zjawisk w tej okolicy, czy to jedynie zła sława tego miejsca działała na wyobraźnię. Wiele osób szerokim łukiem omija to miejsce i twierdzi, że wyczuwa tutaj negatywną energię.

Duchy wojny

Wiele nawiedzonych miejsc związanych jest z tragicznymi zdarzeniami z czasów II wojny światowej. Tak miało i być w domu przy ulicy Korzeniowskiego w Gdyni. Przejęli go SS-mani, którzy w piwnicach urządzali brutalne przesłuchania. Te często nie miały na celu wydobycia informacji, a były jedynie formą znęcania się nad ofiarą. Po zakończeniu wojny jedni sadyści zostali zamienieni na innych. Budynek trafił w ręce UB. W piwnicach znów torturowano więźniów. Mieszkańcy okolicy mówili, że widywali ducha oficera niemieckiego, który przechodził przez ścianę. Podobno ukazywał się każdego roku 28 marca, w rocznicę wyzwolenia Gdyni.

Duchy przeszłości mają zamieszkiwać także zrujnowaną kamienicę w Kościerzynie. Kiedyś mieściła się tutaj siedziba UB. Na ścianach piwnicy znajdować się mają napisy wyryte przez przetrzymywanych tutaj więźniów. Budynek powoli niszczał i trawiło go kilka pożarów. Są i tacy, którzy twierdzą, że przez swoją mroczną przeszłość budynek jest przeklęty i dlatego nigdy nie uda się go doprowadzić do porządku.

Niestworzone historie krążą o willi przy ulicy Bałdowskiej w Tczewie. Niektórzy mawiają o tym, że przed wojną mieściło się tam przedszkole. Gdy do miasta wkroczyli Niemcy, wszystkie dzieci wymordowano. Inni wspominają o SS-mańskich torturach w tym miejscu. Są i tacy, którzy twierdzą, że do budowy wykorzystano niestandardowe materiały budowlane – w ścianach mają być zamurowane ludzkie zwłoki. Faktem jest, że dzieje nieruchomości są dosyć burzliwe, a budynek przez długi czas był opuszczony.

Zjawy z ukrytego zamku i alejka samobójców

Prawdopodobnie największą zjawą w Grabinach-Zameczku jest sam zamek, którego nie każde oko dostrzeże. Krzyżacy na początku XV wieku wybudowali tutaj zamek. Był on na przestrzeni lat burzony, odbudowywany i przebudowany. Po II wojnie światowej zlokalizowano tam PGR, a później trafił w ręce prywatne. Dziś już nie przypomina potężnej posiadłości do której chętnie przyjeżdżali mistrzowie zakonni. Podobno Krzyżacy zostawili tu najważniejszy swój skarb – swoje dusze. Niektórzy mawiają, że w okolicy czasem czuć nagły powiew chłodu, a z piwnic dochodzą niepokojące dźwięki.

Fot.2. Grabiny Zameczek ( źródło: Wikimedia Commons)

W Sopocie złą sławę zyskała jedna z uliczek przy Grand Hotelu. Przed wojną miasto było stolicą polskiego hazardu. Ludzie potrafili tutaj w jedna noc zostać milionerami albo bankrutami. Ci, którym nie powiodło się w kasynie, często przestawali widzieć sens życia i chcieli je sobie odebrać. Podobno każdego dnia rano służby sprzątające przemierzały alejkę odcinając ciała samobójców od miejskich latarni. Nie potwierdzają tego urzędowe dokumenty, ale ludzka wyobraźnia została rozbudzona. Podobno alejką nie należy chodzić po zmroku, chyba że chce się wysłuchać jęków samobójców.

Fot.3. Grand Hotel Wiśniowy (źródło: Wikimedia Commons)

 

opracowała: Iwona Nody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwadzieścia + 18 =