Zbuntowane Miastko

Miastko ma niezwykle długą historię. W tej krainie pełnej lasów, jezior i zwierzyny dobrze się żyło naszym przodkom. Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą już z XIV wieku. Przez długi czas ziemie te należały do rodziny von Massow. Historia Miastka to walka o niezależność. To ostatecznie udało się dopiero w 1908 roku.

Rodzina von Massow robiła wszystko, by Miastko nie uzyskało praw miejskich i na zawsze pozostało wsią. Jako miasto miałoby o wiele więcej przywilejów, a jego mieszkańcy – o wiele więcej wolności. Rodzina von Massow traktowała mieszkańców Miastka jak zwykłych chłopów pańszczyźnianych. Na to oczywiście ci się nie godzili. W XVII wieku wybuchł bunt. Sprawa trafiła do sądu, który ostatecznie przyznał rację mieszczanom i nadał prawa miejskie w 1617 roku.

Mieszczanie za każde domostwo zobowiązani byli płacić im tzw. „talara junkierskiego”. Opłata ta miała być uiszczana niby za ochronę. I do póki rodzina von Massow wywiązywała się z umowy, dopóty mieszczanie nie protestowali. Jednak z czasem nadzorcy ograniczali swoje zainteresowanie Miastkiem do poboru podatku, a bezpieczeństwo mieszkańcy mieli zapewnić sobie sami. To oczywiście wywołało kolejny bunt. Jednak dopiero zniesienie „prywatnych miast” w 1907 roku pozwoliło Miastku ostatecznie uwolnić się od rodziny von Massow.

Miastko nękane było wieloma najazdami wojsk. Mieszczanie buntowali się przeciwko żołnierzom, którzy niszczyli ich miasto, a ci często odpowiadali zniszczeniami i podpaleniami. Miastko wielokrotnie trawiły pożary, który niszczyły zabudowę. Ogień z 1719 roku strawił praktycznie całą miejscowość. Ocalały tylko dwa budynki! Nie złamało to jednak mieszkańców, a wręcz przeciwnie. Zniszczone miasto odbudowano w nowy, bardziej przemyślany sposób.

Janosik czy oprawca?

W XVI wieku życie nie było ani łatwe, ani bezpieczne. Wsie i miasta były niepokojone przez bandytów i rozbójników, a miejscowa ludność drżała o swój majątek, a nawet życie. Tak też miało być w okolicach dzisiejszego Miastka.

Jednym z rozbójników miał być niejaki Rummel – postać, która do dziś wzbudza wielkie kontrowersje. Według jednych, miał być szlachetnym człowiekiem wyjętym spod prawa, który zabierał bogatym, a oddawał biednym. Według drugich, był tylko jednym z wielu bandytów, którzy troszczyli się wyłącznie o zawartość własnej sakwy, a los mieszkańców był mu obojętny. Wielu zaznacza także, że postać jednoznacznie kojarzy się z germańskim oprawcą, który gnębił żyjącą tutaj ludność słowiańską.

Fot. 1. Pomnik Rummela, który stał w Miastku.

Legenda mówi, że władająca tymi terenami rodzina von Massow postanowiła z rozbójnikiem dobić targu, tak by przestał grabić należące do nich tereny. Układ był prosty – Rummel otrzyma we władanie umówioną ziemię. Ale ile miał jej otrzymać? Tyle, ile zdoła pokonać na swoim rumaku od świtu do zachodu słońca. Rodzina von Massow umowy dotrzymała, a Rummel otrzymał obecną ziemię miastecką, której był burmistrzem aż do swojej śmierci.

Czy Rummel był społecznikiem, czy gnębił słowiańską ludność – o to wciąż trwają spory. Niesporne jest jedynie, że obecni mieszkańcy Miastka z grabieżą nie mają nic wspólnego i z otwartymi ramionami witają wszystkich przyjezdnych. A jest tutaj co oglądać!

Za siedzibą nadleśnictwa rozpościera się Kraina Rummela wraz ze ścieżką dydaktyczną. Prowadzi przez wyjątkowo ciekawy teren. Znajdziemy tam dziki Wąwóz Czarownic, a także wigwam i źródło Hammer, przy którym kiedyś znajdowała się kuźnia.

Zdobyć miasto do południa

Historia Miastka jest iście kosmopolityczna. To właśnie tutaj imigranci z Francji zajmowali się nawet uprawą tytoniu. Do wybuchu II wojny światowej miasto prężnie się rozwijało – dwie linie kolejowe sprawiały, że miejsce było to idealne dla rozwoju przemysłu.

W 1934 roku w Miastku zorganizowano tutaj obóz, w którym mieli uzyskać schronienie Niemcy, którzy uciekali z całego świata przed prześladowaniami. Oczywiście, była to tylko wymówka, a instytucja służyła hitlerowskim szkoleniom i wychowywaniem w duchu narodowego socjalizmu.

Wojnę Miastko przetrwało bez większych zniszczeń. Co ciekawe, to wkroczenie wojsk radzieckich spowodowało olbrzymie straty. Miało ucierpieć prawie 50 proc. (a niektórzy twierdzą, że nawet 75 proc.) znajdujących się w mieście budynków. Większość z nich zniszczona została nie podczas samych działań wojennych. To oddziały, które wkroczyły do Miastka po wyparciu Niemców zajęły się grabieżą i niszczeniem wszystkiego, co znalazło się na ich drodze.

To, jak Rosjanie zdobywali Miastko pokazuje, jak mało głównodowodzący przejmowali się losem zwykłych żołnierzy. Na początku marca 1945 roku do gen. Hudałowa, dowódcy 10. Dywizji Strzeleckiej zadzwonił głównodowodzący 2 Frontem Białoruskim gen. Trubnikow z pretensjami, dlaczego miejscowość wciąż nie jest zdobyta. To tutaj krzyżowały się ważne szlaki komunikacyjne. Hudałow odpowiedział, ze czekają na posiłki, dostawę amunicji i broni przeciwpancernej, a żołnierze są wycieńczeni szaleńczym pędem. Trubnikow odpowiedział, że to tylko wymówki i wyznaczył termin na zdobycie Miastka – w samo południe dnia następnego miejscowość miała być już w rękach rosyjskich bez względu na wszystko. Inaczej Hudałow miał spotkać się z prokuraturą wojskową, a to prawdopodobnie oznaczałoby (w najlepszym wypadku) koniec jego kariery. I rzeczywiście, 3 marca 1945 roku Miastko było już w rosyjskich rękach. Po zdobyciu punktu oporu w Wołczy Małej Rosjanie wkroczyli do miasta masakrując siły niemieckie.

Bursztyn i głaz

W okolice Miastka od lat wybierały się osoby szukające niezwykłej biżuterii. To właśnie w Świerznie Erwin Witambowski stworzył szlifiernię bursztynu. „Złoto Bałtyku” zyskało wyjątkową oprawę z afrykańskiego drewna. Biżuteria stąd jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Czemu szlifiernia bursztynu powstała pod Miastkiem? Kiedyś znajdowała się tutaj kopalnia tego cennego materiału. Do dzisiaj przechadzając się po tutejszych terenach warto patrzeć pod nogi, bo można znaleźć mały skarb.

Niedaleko (choć już w sąsiednim powiecie słupskim) między Przytockiem a Płockiem odnaleźć można osamotniony kamień.  Jedni powiedzą, że to kolejna pamiątka po lądolodzie, inni przytoczą opowieść o diabelskim pochodzeniu głazu.  Czart pewnego dnia, chcąc zdobyć niewinne dusze, zaprosił mieszkańców Przytocka i Płocka na wspólne świętowanie. Ludzie nie dali się jednak nabrać na diabelskie sztuczki i nikt na zabawie się nie pojawił. Czart poczuł się niezwykle urażony i postanowił zniszczyć obie wsie. Rzucił więc olbrzymi kamień, który miał zmieść dwie miejscowości z powierzchni ziemi. Coś jednak poszło nie tak i olbrzymi głaz upadł po środku drogi pomiędzy Przytockiem a Płockiem. Do dzisiaj można go tam podziwiać.

Tuż za granicami Miastka znajduje się Jezioro Bobiecińskie Wielkie. Można nad nim wypocząć w upalny dzień, ale i miłośnicy historii znajdą tu coś dla siebie. Na jednej z wysp odkryto ślady po znajdującym się tutaj wczesnośredniowiecznym grodzisku. Osadę ze stałym lądem łączyły dwa drewniane most, a przed wrogami broniły ją wysokie wały.

Fot.2. Jeziora Bobiecinskie

Aktywne spędzanie czasu

Krajobraz okolic Miastka jest niezwykle ciekawy. Duże zróżnicowanie terenu, wzgórza, jeziora, rzeki i lasy zachęcają do turystyki pieszej i rowerowej. Niezmienione przez człowieka tereny pozwolą odpocząć od codziennych trudów. Na dworcu kolejowym rozpoczyna się szlak „Krajobrazy Młodoglacjalne”. Podążając nim będziemy mogli podziwiać cuda krajobrazu, które stworzył cofający się lądolód: głazy narzutowe, jeziora i wzniesienia poprzecinane malowniczymi dolinami. Równie piękną przyrodę podziwiać możemy podążając szlakiem „Doliny Wieprzy i Studnicy”, który ciągnie się w okolicy dwóch rzek. Najdłuższy, bo aż mający aż 112 km, szlak „Kraina lasów i jezior” również oprowadzi nas po okolicach Miastka.

Wielbiciele rowerów koniecznie powinni wybrać się szlakiem, który powstał w miejscu dawnej trasy kolejowej łączącej Miastko z Bytowem i Lęborkiem. Część trasy „Szlaku Zwiniętych Torów” wiedzie starym nasypem kolejowym. Kiedyś jeździły nim pociągi, dziń turyści pragnący poznać miastecką ziemię.

opracowała: Iwona Nody

Możliwość komentowania została wyłączona.