Pomorskie na szynach

Print Friendly, PDF & Email

„Stoi na stacji lokomotywa…” Czy tylko tam? Zgodnie z legendami w pomorskich jeziorach i mokradłach znaleźć można wiele skarbów, także takich, które kiedyś jeździły po torach kolejowych. Lokomotywy miały brać udział w działaniach wojennych, stanowiły niemiecką zaporę przed wojskami radzieckimi, a także brały udział w nieudanym zamachu na Hitlera.

Niewielu słyszało o pociągach opancerzonych służących podczas II Wojny Światowej, a to historia warta opowiedzenia. Jednym z nich był „Smok Kaszubski”, który wziął udział w kampanii wrześniowej.

Wszystko zaczęło się, gdy kpt. mar. Jerzy Błeszyński przybył do Gdyni. Nie planował tutaj dłuższego postoju, ale wybuch wojny potrafi zmienić plany. Przez chwilę dowodził ORP „Mewa”, ale gdy ten zatonął, skupił się na innym projekcie – budowie opancerzonego pociągu, który później zyskał nazwę „Smoka Kaszubskiego”.

Ekspresowa budowa „Smoka”

W Warsztatach Portowych Marynarki Wojennej rozpoczęły się prace. Sercem pociągu została lokomotywa tendrzak  OKI27. Opancerzenie stworzono ze stali, która pierwotnie posłużyć miała do budowy dwóch niszczycieli. Ostatecznie pociąg miał dwa opancerzone wagony desantowe, dwa bojowe i dwie platformy z narzędziami i szynami. „Smok” uzbrojony był w armatę 40 mm, działko kalibru 47 mm, 11 CKM i 30 karabinów. Dodatkowo, załoga mogła się między sobą swobodnie porozumiewać dzięki zamontowanemu wewnątrz telefonowi.

Budowa pociągu nie była łatwa. Odbywała się pod ciągłym ostrzałem (m.in. z pancernika Schleswig-Holstein), a o materiały też nie było łatwo. Uzbrojenie pochodziło m.in. z zatopionych jednostek. Mimo przeciwności budowa trwała ekspresowo – ukończono ją po 3-4 dniach.

Dowódcą „Smoka” został Jerzy Błeszyński, a załogę stanowili marynarze, oficerowie i robotnicy do naprawy torów i taboru. Nie było czasu na spokojne zapoznanie się z pracą w opancerzonym pociągu – w końcu trwały działania wojenne. „Smok” ruszył do walki. Już przy pierwszym starciu z siłami niemieckimi pociąg został uszkodzony. Podczas krwawych starciach w okolicach Wejherowa śmiertelnie ranny został Jerzy Błeszyński. Dowództwo po nim przejął por. mar. Florian Hubicki. Ciężkie straty załoga pociągu poniosła podczas ataku niemieckich bombowców. Pociąg przetransportowano do Gdyni, gdzie w szaleńczo krótkim czasie udało się go odbudować. „Smok” jednak nie wziął udziału w działaniach wojennych, a jego załoga walczyła dalej jako oddział pieszy. Co stało się z pociągiem? To pozostaje tajemnicą.

Sam pociąg nie widnieje na żadnym zdjęciu. Można go sobie jedynie wyobrazić. „Smok” był inspiracją dla autora muralu, który można było podziwiać w Gdańsku. Murale znikają, ale pamięć o pociągu winna pozostać…

Pomorski zamach na Hitlera

Przywódca III Rzeszy mógł zginąć już na początku czerwca 1942 roku nieopodal miejscowości Bytonia. Podobno w akcji miał brać udział także brytyjski wywiad.

Hitler miał w zwyczaju co jakiś czas podróżować z Berlina do Królewca specjalnym pociągiem o nazwie „Amerika”. Osoby pracujące na stacjach zwróciły uwagę ma szczególne środki ostrożności podjęte przez Niemców. Wyglądało to tak, że specjalny pociąg Fuhrera miał niebawem znów pokonać znaną trasę. Coś wisiało w powietrzu…

Partyzanci zdecydowali się przeprowadzić akcję pomiędzy Zblewem a Kaliskami. Według jednej z relacji, rozkręcili szyny i czekali na bieg wydarzeń. Pasażerowie pociągu byli zgubieni – ci, którym udało się przeżyć wykolejenie i nie zostali pogrzebani przez powyginaną stal, zostali rażeni ogniem z karabinów i pistoletów, gdy z zarośli wyskoczyli partyzanci. Według innej wersji, szyny zostały wysadzone w powietrze.

Osobie, na którą szykowano zasadzkę, udało się oszukać przeznaczenie (nie pierwszy i nie ostatni raz w ciągu swojego życia). Hitler miał być wtedy goszczony przez Alberta Forstera w Malborku – nie podróżował pociągiem.

Ta historia wciąż budzi kontrowersje. Czy wysadzony został specjalny pociąg Hitlera? A może zniszczono pociąg pasażerski? Ile osób zginęło? Czy byli to SS-mani czy cywile? Kim byli śmiałkowie, którzy chcieli zabić Hitlera? Wielu twierdzi, że oddział „Szyszki” działał w ramach Tajnej Organizacji Wojskowej „Gryf Pomorski”. Pojawiają się także głosy, że dokonali tego członkowie Armii Krajowej. Historycy nie są zgodni. Pewne jest jednak, że na tym odcinku doszło do katastrofy kolejowej, która pochłonęła wiele ofiar.

Morskie lokomotywy

Ciekawe zastosowanie lokomotyw znaleźli Niemcy. Pod koniec II wojny światowej, by zatrzymać radzieckie czołgi, przekopano Półwysep Helski, a następnie właśnie z nich stworzono zaporę. 3 znajdowały się od strony zatoki, a 2 od strony otwartego morza. Co ciekawe, te pierwsze jeszcze przez wiele lat służyły pasażerom! Lokomotywy wyciągnięto i postawiono na tory. Te pociągi, które nie znalazły się znów na torach, zostały albo wysadzone, albo stopniowo osadzały się w wodzie i w piasku. Dziś to wyjątkowa atrakcja dla nurków.

 Zapora z parowozów na linii 213. Zapora ta została zbudowane przez wojska niemieckie w końcowej fazie II Wojny Światowej / Muzeum Kolei Helskich

Województwo pomorskie ma być „usiane” zaginionymi lokomotywami. Podobno w Wielkim Kacku testowana lokomotywa miała zapaść się pod ziemię. Według kolejnej legendy, podobny obiekt ma znajdować się w jeziorze Jasień na Pojezierzu Bytowskim.

 

Pociąg do Kościerzyny

2 listopada 1885 roku pierwszy pociąg przyjechał do Kościerzyny. To ważna data, bo już niebawem miasto to miało stać się kluczowe dla rozwoju kolei. II Rzeczpospolita miała zupełnie inne granice niż współczesna Polska – dostęp do morza był ograniczony. Magistrala węglowa połączyła port w Gdyni ze Śląskiem, a Kościerzyna stała się ważnym punktem na kolejowej mapie.

 Kościerzyna parowozownia

Obecnie w dawnej parowozowni mieści się Muzeum Kolejnictwa, które może pochwalić się jednym z największych zbiorów w kraju. Odbywają się tam również lekcje muzealne dla młodzieży oraz wystawy. Muzeum zwiedzać można przez cały rok. Do odwiedzenia zachęca również cena – koszt biletów wynosi od 3 do 5 zł od osoby. Specjalną ofertę przygotowano także dla turystów chcących odwiedzić trzy muzea w Kościerzynie (Muzeum Kolejnictwa, Muzeum Ziemi Kościerskiej i Muzeum Akordeonu). Tutaj cena „potrójnego biletu” wynosi od 7 do 12 zł.

 

Iwona Nody

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 + 3 =